• PL  PL | EN | DE

Sailing Team                

STOCZNIA USTKA SAILING TEAM

Jesteśmy regatowym zespołem żeglarskim, powstałym jako team fabryczny Stoczni Ustka Sp. z o.o. Żeglujemy i ścigamy się na morzu na jachtach, które sami zbudowaliśmy. Regaty morskie dają nam okazję do sprawdzenia, jak łodzie, które powinny być lekkie i mocne, wytrzymują trudne, sztormowe warunki. Dla stoczni właśnie to jest bezcenną informacją, a my sami mamy przy tym czystą radość żeglowania.


       Nasz zespół uformował się w 2004 roku. Pierwszy raz wystartowaliśmy w Długodystansowych Mistrzostwach Polski w Gdyni, na pożyczonym od Piotra Jermakowa jachcie klasy 730 – Nessie. Jacht trzeba było jednak wkrótce oddać, a poza tym 730-tki  nie nadawały się na morze. Postanowiliśmy zbudować nowa łódkę. Naszym celem były regaty na morzu. Marzył nam się jacht podobny do dawnej klasy QT, zdolny do wyścigów także w nocy. Oczywiście miał wygrywać z dużymi, ciężkimi jachtami morskimi, jakie startowały wówczas w regatach przeliczeniowych. O projekt poprosiliśmy Giovanni'ego Ceccarelli'ego, którego łódki znaliśmy z pierwszych miejsc mistrzostw świata. Giovanni zaoferował projekt CYD 2705. Łódka nas zachwyciła. Była wąska, bo raptem 2,15 m szerokości przy długości 8,25 m. Zanurzenie 1,76 z prostym finkilem bez bulby. Jacht miał być szybszy od powstającej równocześnie „ósemki” Gienka Gintera; większe jachty miały być po prostu przeliczane.


       Nowego jachtu musieliśmy się nauczyć. Pierwsze próby skończyły się niepowodzeniem. Połamaliśmy węglowy maszt – czeski, zresztą bardzo kiepskiej jakości. Postawiliśmy nowy, aluminiowy, żeby jakoś ratować sezon. Okazał się za ciężki. Na mistrzostwach Polski w tym samym roku złamaliśmy rumpel. W czasie żeglugi baksztagiem na spinakerze, przy sile wiatru 5-6B pękło mocowanie z trzonem. Wyścig ukończyliśmy – pomimo wywrotki – na rumplu awaryjnym.


       W następnym sezonie pojawiły się pierwsze sukcesy. Tym razem przygotowanie jachtu było znacznie lepsze – porządny duński maszt i komplet żagli z Argentyny. Również technika żeglowania na przyzwoitym poziomie. W Kilonii zajęliśmy dobre miejsca: w pierwszym wyścigu byliśmy trzeci, potem było ósme i wreszcie drugie miejsce. W ostatnim wyścigu zajęliśmy czwartą pozycję, ale z protestem – nie mieliśmy flagi klasy. Zaraz po Kielu był Gotland Runt. Pojechaliśmy odważnie i przez pierwszą dobę prowadziliśmy. Niestety, zaraz potem zmieniły się warunki i spadliśmy do drugiej dziesiątki. Pokonało nas zmęczenie, a do przodu wysforowały się silniejsze, większe jachty z liczniejszymi załogami. Doświadczenia zagraniczne zaowocowały w regatach krajowych i w rok później zdobyliśmy Mistrzostwo Polski w Świnoujściu.W roku 2008 powtórzyliśmy ten sukces w Gdyni.


       Nasz jacht dawał nam wiele radości, miał jednak swoje wady takie, jak dawne jachty IOR. Bardzo niechętnie wchodził w ślizg, zaś żegluga na spinakerze przy silnym wietrze i fali była utrapieniem. Decyzję o nowym jachcie przyspieszył Gienek Ginter. Rzucił nam rękawicę mówiąc, że jeśli my zbudujemy łódkę, to on równolegle zaprojektuje i zbuduje konkurencyjną. Wybraliśmy powstającą właśnie klasę Grand Prix 33.


     Projekt po raz kolejny zamówiliśmy u Giovanni'ego, który wykorzystał swój zespół z Pucharu Ameryki do zaprojektowania żagli i masztu. Rozpoczęliśmy budowę i tu napotkaliśmy na poważne trudności. Pierwszy węglowy kadłub poszedł na złom, bo nie udała się infuzja. Potem pojawiły się problemy z wykonaniem konstrukcji płetwy balastowej ze specjalnej stali. Niczym miecz Damoklesa, cały czas wisiał nad nami limit wagowy. Całkowity ciężar nie mógł przekroczyć 2150 kg. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W końcu zwodowaliśmy nowy jacht. Zdawaliśmy sobie sprawę, że trudności dopiero się zaczną. Łódka wytrzymała trudną, sztormową drogę do Sztokholmu i tam w Gotland Runt pokazała, co potrafi. Brak sukcesu wynikał jedynie z naszego taktycznego błędu i niedoborów żagli, a nie z braku szybkości. Byliśmy na czele stawki, gdy podjęliśmy decyzję, aby pozostać przy brzegu, podczas gdy reszta floty wybrała dalszą trasę morzem i korzystając z lepszego wiatru, wyprzedziła nas o wiele godzin.


     Pojawienie się CYD 3308 na regatach narobiło sporo rozgłosu. Do Gdyni przyleciał przedstawiciel japońskiego teamu GP 33. Był zachwycony naszym jachtem, chwalił jakość wykończeń, podkreślał, że jest sztywniejszy i szybszy z wiatrem od japońskiego. Cały trening wypadł dobrze, trener z motorówki udzielał porad odnośnie prowadzenia żagli, telewizja filmowała,  gość z Japonii uśmiechał się miło i tylko sternik miał kwaśną minę bo czuł, że coś złego dzieje się ze sterem… Na szczęście trzon pękł, gdy nie było już gościa ani telewizji.


      Niestety, wkrótce miały się ujawnić kolejne, ukryte słabości naszej łódki. Pojawiły się problemy z kadłubem. Przy przejściu jachtu z Gdyni do Świnoujścia uszkodziliśmy dno ostro forsując na sztormowy wiatr i przeciwną, stromą falę. Trzeba było dokonać zmian projektowych. Po konsultacjach z Ceccarellim dołożyliśmy wzdłużniki w części dziobowej, kokpit został podparty na węglowych pilersach, a trzon steru schowany w specjalnej węglowej rurze, która dosztywniła konstrukcję kadłuba.


Kolejny sezon rozpoczynamy na jachcie technicznie przygotowanym, ze wzmocnionym kadłubem, nowym trzonem sterowym i nowymi żaglami (w tym duży reacher na rolerze). Przed nami jeszcze dużo pracy i testów, aby dobrać optymalne ustawienie żagli i masztu. Jacht okazał się bardzo szybki, a przez to wymagający, dlatego cały maj przeznaczamy na treningi.


ZAŁOGA
W ciągu ponad 6 lat istnienia teamu żeglarskiego Stoczni Ustka przez pokłady kolejnych jachtów przewinęło się wielu znakomitych żeglarzy. Trzeba wymienić Pawła Butowskiego, który znakomicie prowadził grota i robił taktykę, Tadzinka Hallmanna – żeglarza uniwersalnego, który bardzo pomagał w rozwiązywaniu problemów logistycznych, Filipa Lipskiego, który wymijał wszystkie „łosie na drodze” w regatach wokół Gotlandu, czy wreszcie  Mirka „Szynę” Szymczaka czytajacego wiatr w czasie wyścigu, co tak bardzo ułatwia sternikowi życie. Wielki wkład wniósł Jacek Wysocki – nie tylko żeglował, ale bardzo pomagał przy budowie łodzi GP 33. W ostatnim sezonie trymerem grota i taktykiem był Zbyszek „Gutek” Gutkowski; wkrótce potem wyruszył na swoje wielkie, samotne regaty. Trenerem, którego uwagi okazały się bardzo cennymi był Adaś Jankowski.


Na sezon żeglarski 2011 załoga jachtu była następująca :
Skipper / sternik – Konrad Smoleń – doświadczony kapitan i zawodnik ze stażem ponad 100.000 Mm, laureat III nagrody Rejs Roku 1987 Srebrny Sekstant, wielokrotny mistrz Polski, czwarty na Mistrzostwach Swiata QT;
Trymer grota – Zbyszek Kokociński – kapitan jachtowy, doświadczony żeglarz, uczestnik rejsu do Australii na jachcie Stomil;
Trymer żagli przednich / bosman – Andrzej Glebow – budowniczy jachtów, doświadczony zawodnik i wielokrotny Mistrz Polski, czwarty na Mistrzostwach Świata QT (dwukrotnie);
Dziobowy / nawigator – Krzysztof Glebow – doświadczony zawodnik, wielokrotny Mistrz Polski, zapalony sportowiec maratończyk;
Trymer – Piotr Danowski – kapitan jachtowy i instruktor, laureat III nagrody Rejs Roku 1987 Srebrny Sekstant;
Trymer – Marcin Wieremiejczuk – żeglarz regatowy i zapalony sportowiec, laureat III nagrody Rejs Roku 1987 Srebrny Sekstan, maratończyk;
Manager techniczny – Marcin Rymarz – inżynier i projektant, prowadził wszystkie projekty regatowe stoczni.


Sponsorzy:



 


 


 


 


Partner i Patroni medialni:


created by ARM Studio MF   
  • Copyright © 2012 Stocznia Ustka Sp. z o.o